Grzybobranie to wspaniała sprawa, ale trzeba zachować bezpieczeństwo i robić to z głową

Późne lato i wczesna jesień to czas, kiedy zazwyczaj w polskich lasach następuje wysyp grzybów. Wielu ludzi uwielbia wybierać się więc na rodzinne grzybobrania, bo poza tym, że pozwala im to nazbierać solidne zapasy tychże grzybów, samo w sobie jest znakomitą aktywnością i zabawą. Grzybobranie to przecież bezpośrednie obcowanie z przyrodą, spacer po lesie, wdychanie świeżego powietrza, słuchanie śpiewu ptaków i tak dalej. Wypatrywanie, czy za kolejnym drzewem nie kryje się dorodny prawdziwek jest więc czymś naprawdę wspaniałym.

Szczęście mają ci, którzy mieszkają na terenach leśnych i w pobliżu lasów. Oni mogą chodzić na letnio-jesienne grzybobrania bez ograniczeń, praktycznie codziennie. Oczywiście warunkiem jest to, że w grzyby danego roku obrodziło, to znaczy pogoda była odpowiednia. Grzyby lubią bowiem zarówno ciepło jak i wilgoć i kombinacje następujących po sobie ciepłych i mokrych dni są dla porostu grzybów najlepszym, co może się zdarzyć. Nawet ci, którzy mieszkają z dala od lasów, robią sobie nieraz wielokilometrowe wycieczki samochodem czy pociągiem, byle tylko mieć okazję znaleźć trochę grzybów.

Trzeba jednak pamiętać o tym, by w lesie zachować nieco ostrożności. Trzeba dobrze zabezpieczyć się przed kleszczami i innymi insektami. Trzeba też wziąć ze sobą naładowany telefon komórkowy i nie odchodzić zbyt daleko od ścieżek, a najlepiej zapuszczać się tylko w te obszary leśne, które jako tako znamy. Warto też pamiętać o tym, by w lesie zachowywać się zawsze cicho i nie płoszyć zwierząt, a przede wszystkim nie śmiecić.

Osobna kwestia bezpieczeństwa dotyczy samych grzybów. Nie jest żadną tajemnicą, że niektóre z nich są niejadalne, niektóre nawet trujące i to śmiertelnie. Zbierajmy więc tylko te grzyby, na których dobrze się znamy i mamy stuprocentową pewność co do ich gatunku oraz przydatności do spożycia. Jeżeli nie jesteśmy ekspertami, to najlepiej jest zbierać tylko te grzyby, które na spodzie kapelusza mają tak zwaną gąbkę, czyli wszelkie podgrzybki, prawdziwki, kozaki, maślaki i tak dalej.

Grzyby blaszkowe są zbierane przez bardziej doświadczonych grzybiarzy, którzy wiedzą co robią. Przykładowo, jeżeli chodzi o blaszkowce, to pyszne są popularne kurki (oficjalnie – pieprzniki jadalne) oraz oczywiście popularne kanie (czubajki kanie, zwane gdzieniegdzie sowami). Szczególnie te drugie łatwo pomylić z muchomorem, a konsekwencje tego mogą być opłakane.

O ile więc taka kania smakuje wspaniale, szczególnie jej panierowany kapelusz, smażony na oleju, o tyle trzeba doskonale wiedzieć jak rozpoznać kanie, nie myląc jej ze wspomnianym muchomorem. Główną zasadą jest to, że zbieramy tylko owocniki duże i w pełni rozwinięte, takie najtrudniej pomylić. Kania ma wokół swojego chudego trzonu wyraźny pierścień, a na górze kapelusza jakby łuski. Muchomory nie mają ani tego ani tego, choć są podobne kształtem i rozmiarami. Kolor też jest trochę inny, muchomory są raczej śnieżnobiałe lub lekko żółtawe, a kanie jakby przybrudzone, szarawe lub trochę popielate.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *