Jak kłamią dzieci, by nie pójść na klasówkę?

Chodzenie do szkoły nie zawsze jest fajne. Zwłaszcza gdy w danym dniu ma być kilka sprawdzianów. Uczniowie, którzy nie są do nich odpowiednio przygotowani, kombinują jakby tu nie pójść do szkoły. Najpierw próbują łagodnie namówić rodziców, by zostawili ich tego dnia w domu. Gdy to nie pomaga, wtedy posiłkują się planem awaryjnym. Najłatwiej jest udawać, że ma się grypę i ostry kaszel. Rodzicom wspomina się mimochodem, że bardzo boli nas głowa, że coś drapie nas w gardle lub czujemy zimno lub dreszcze. Zaniepokojonemu rodzicowi włącza się oczywiście czerwona lampka. Choć nie bardzo wierzy w to, iż jesteśmy naprawdę przeziębieni, woli dmuchać na zimne niż później biegać po lekarzach.

Co robi na początek? Oczywiście ogląda gardło dziecka czy nie jest zaczerwienione i sprawdza, czy nie ma gorącego czoła. Gdy nie jest pewien ostatecznej diagnozy, biegnie po termometr. Co robi w tym czasie symulant? No jakżeby inaczej kładzie się do łóżka i udaje obłożnie chorego. Jednak zanim to zrobi, prosi mamę lub tatę o kubek gorącej herbaty. Będzie mu ona potrzebna w dalszej mistyfikacji. Gdy rodzic wraca z termometrem i wkłada go dziecku pod pachę, pociecha nagle prosi opiekuna, by przyniósł jej dodatkowy koc lub kołdrę. Robi to celowo, by zostać na jakiś czas samemu w pokoju. Teraz może włożyć termometr do wrzątku, tak by wyskoczyła na nim wysoka gorączka.

Jednak niektórzy mali cwaniacy są zbyt pewni siebie. Skutek tego taki, że na słupku rtęci pojawia się ponad 40 stopni, a w taki kit nawet rodzice nie uwierzą. Gdy odkrywają oszustwo, zaczynają podejrzewać, że przyczyna złego samopoczucia leży zupełnie gdzie indziej i nazywa się klasówką. W jaki jeszcze sposób dzieci oszukują rodziców, by nie iść na sprawdzian? Powszechną dolegliwością są urojone bóle brzucha. Uczniowie wiedzą, że to kłamstwo najtrudniej podważyć. Dlatego tuż przed wyjściem z domu łapią się za żołądek, głośno przy tym stękając. Próbują wmówić rodzicom, że jest im niedobrze, kręci im się w głowie i odczuwają nieprzyjemne bulgotanie w środku. Większość opiekunów daje się na to nabierać, gdyż nie pamięta, na który dzień dziecko ma zaplanowaną kartkówkę lub pracę klasową. Poza tym duża część z nich nie zakłada w ogóle takiego scenariusza, że ich pociecha mogłaby tak perfidnie oszukiwać i kłamać. Ich naiwność nie wynika z głupoty, a z ufności w słowa dziecka.

Oczywiście niektórzy rodzice są doskonale zorientowani w harmonogramie sprawdzianów, więc do ich zmanipulowania potrzebne będą drastyczniejsze metody. Nałogowi mali oszuści udają więc, że robi im się ciemno przed oczami i mimowolnie upadają na ziemię. Nie oddychają przez krótki moment i nie ruszają się w ogóle. Wobec takich argumentów rodzic jest praktycznie bezbronny. W trosce o dziecko pozwala mu zostać w domu i sam nie idzie do pracy, by się nim zaopiekować. Choć nikt nie uczył małego szantażysty jak zemdleć na żądanie, on doskonale opanował tę umiejętność. Sięga po nią zawsze, gdy brakuje mu innych argumentów. Oczywiście rodzic zorientuje się, iż został oszukany, lecz wtedy będzie po sprawdzianie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *